midgard.ownlog.com
midgard.ownlog.com
x Dziennik (10) x Twórczość (1) x Midgard (2) x O Mnie x Wyślij wiadomość x Księga x

Dziennik

Zimowe błeee

Link 02.12.2008 :: 20:31 Komentuj (0)
Nie wiem czy to efekt bliskiej zimy, mrozów i deszczów, ale wciąż czuję się zmęczona. Wczoraj, ponieważ miałam dzień wolny spałam do 13.30... i wciąż ciężko mi się zwlec z łóżka. Ale nie jest to jakaś standardowa jesienna depresja. Bo mi się chce żyć, mam po co wstawać co rano, a od wczoraj zaczęłam chodzić do szkoły tańca co sprawia, że czuję się szczęśliwa. Po prostu mam wrażenie, jakby coś nieokreślonego wysysało ze mnie energię... coś sprawia, że już koło 20.00 jestem nie do życia, kleją mi się oczy i chce mi się tylko przytulić do poduszki.

Coolowanie

Link 01.12.2008 :: 00:49 Komentuj (2)
Ostatnio, po tym jak czułam się w niedzielę żałośnie w każdym tego słowa znaczeniu, doszłam do wniosku, że przez ostatnie pół roku cierpię na manię nieustannego bycia COOL. Bez kitu, wszystko w moim życiu miało być perfekcyjnie. Idealny chłopak, idealna praca, idealne zainteresowania, idealny sposób spędzania czasu. JA nie mogłam się nudzić, JA nie mogłam pozwolić abym na kogoś musiała czekać, nie mogłam pozwolić aby MOJA codzienność była nudna. To ja dyktowałam warunki i było mi z tym dobrze. A jak nie było po mojemu jak w tą niedzielę, to dostawałam szału. Ale ile tak można? W końcu dobra passa zawsze się kończy, w końcu coś się sypie. Przykład: niedziela. Ale jak posypie się wszystko? Ja mówię: nie ma szans. Moje życie nigdy zwyczajne nie będzie. Ale czy na pewno? I czego ja tak naprawdę, do cholery się boję?

Moje prywatne upodlenie...

Link 30.11.2008 :: 19:40 Komentuj (0)
Dziś doszłam do wniosku, że jestem żałosna. A wniosek ten stworzył się z ostatniej, dość długiej historii. Pojawił się bowiem Pan Jedyny. Dla tego Pana ja jestem Panią Jedyną (podobno). Problem w tym, że ten Pan Jedyny jest dość rozrywkowym i zaganianym facetem. Podobno ja też (praca na prawie cały etat, uczelnia na dziennych, członkostwo w dwóch klubach i ambicja pójścia na zajęcia z tańca i/lub aerobic). A mimo wszystko dzisiaj się cholernie nudziłam. Bo dzisiaj niedziela. Nie ma pracy, nie ma klubów, nie ma uczelni... A mój Pan Jedyny jest kilkaset kilometrów stąd, tam uczy się i imprezuje. W każdym razie, w przeciwieństwie do mnie, nie ma czasu jednak być dzisiaj na gadu. A ja (ponieważ powiedział, że wpadnie) czekałam na Niego od godziny 12.00, od kiedy zwlekłam się z łóżka. Nie podał godziny kiedy, więc wciąż czekam. I to jest strasznie żałosne. Nie mam co zrobić ze sobą i swoim życiem, więc czekam. Zaczynają mi się szarpać nerwy od tego czekania... i to też jest żałosne.

Czarny dziennik

Link 09.01.2008 :: 01:49 Komentuj (2)
Prowadzę czarny dziennik, taki mały, który był dodatkiem do Cosmopolitana. Kilka zdań na każdy dzień roku. Uzupełniałam dziś dni, z czasu kiedy nie byłam w stanie zapisać ani jednego słowa. Sądzę, że kilka zdań podsumowujących ostatni tydzień zasługuje na uwagę:


"Życie bywa kruche i zmienne, chwile - cudowne i straszne. Ale życie toczy się dalej. Z tymi wszystkimi ważkimi wydarzeniami i błahymi obowiązkami, czyli tym co nazywamy codziennością."

Pogrzeb i sylwester

Link 07.01.2008 :: 23:40 Komentuj (2)
- Justyna nie żyje - usłyszałam w słuchawce.


Skoczyła z trzeciego piętra w wieczór wigilijny. W czwartek popołudniu zadzwoniła jej babcia mówiąc, co się stało. Początkowy spokój zamienił się w paraliż. Przecież to niemożliwe, przecież miałyśmy jeszcze tyle planów. Płakałam przez cały czwartek. I w kilka następnych dni.


Najokropniejszy był łoskot trumny o dno dołu. I dudnienie piasku gdy zakopywano trumne. 31 grudnia na cmentarzu centralnym zostało złożonych przez znajomych i przyjaciół kilkadziesiąt białych róż. Tak jak my miała przecież dopiero 21 lat. Ojciec chrzestny wygłosił piękną przemowę, wspomniał o jej wrażliwości artystycznej i miłości do zwierząt. Przecież to ona robiła te wszystkie zdjęcia, które się ukazały na tym blogu. A ja po raz kolejny się rozryczałam, uświadamiając sobie z całą mocą, że na zawsze straciłam przyjaciółkę.


Drugie z najgorszych wspomnień, to pójście po jej chorą matkę. Była na prochach i wyglądała strasznie. No i widok pokoju Justyny, ze wszystkimi jej obrazami i decoupage. Nic się w nim nie zmieniło oprócz tego, że jej w nim już nie było.


Tego samego dnia pojechałam nad morze. Tuż przed wyjazdem zatrzymałyśmy się tylko w kawiarnii na kawę by odetchnąć i porozmawiać - ja i jeszcze dwie najbliższe kumpele Justyny. Czułam się rozbita i nie wiem jakim cudem wróciłam by się spakować i dojść potem na dworzec pks. Pobierowo było prześliczne. Czułam się jak w innym świecie. Apartament miałyśmy cudny, z własną kuchnią, łazienką i wielkim tv. Sylwester trwał do białego rana, pamiętam, że poszłam spać o 10:00, po długich, wspólnych spiewach przy stole do akompaniamentu muzyki zespołu "Dżem". W przerwach sączenia whiski Balantais z colą i rozmowach na mój ulubiony temat, czyli o literaturze fantasy, nauczyłam się palić fajkę wodną i tańczyć salsę. Ironia, że to był najlepiej zorganizowany sylwek jaki miałam okazję przeżyć. Może dlatego, że cały hotelik był wynajęty tylko dla nas, grupy znających się już ludzi. Dzięki temu wyjazdowi choć na moment udało mi się zapomnieć o wszystkim, jakby pogrzeb był kilka miesięcy temu.

Coś jest nie tak, czegoś mi brak

Link 17.12.2007 :: 11:01 Komentuj (2)
Pierwsza informacja: według stat4u liczba wejść przekroczyła 620 :] Miło mi.


Jest poniedziałek. Siedziałam przed laptopem calutki dzień, kiedy tymczasem powinnam być na zajęciach. Kochane lenistwo każe mi odrobić zajęcia w inny dzień. No coż, należy mi się trochę odpoczynku po tym zwariowanym tygodniu, no i miło było wygrzewać się w mojej ulubionej wściekle różowej pościeli w kwiatki xD Aaaa... nawet za oknem szaro, święty mikołaj mógłby się postarać o trochę śniegu :p A propo mikołaja, mam okropną chętkę na aparat cyfrowy coolpix s700. Niedawno bowiem odkryłam w sobie pasję jaką są zdjęcia. Ale licząc, że wymarzony aparat kosztuje bagatela 1200 zł, to chyba muszę się pogodzić z faktem, że w tym momencie jest dla mnie nieosiągalny...


A póki co, parę zdjęć Justi, tym razem budynki :)











Hehe...

Link 13.12.2007 :: 16:56 Komentuj (3)
Jeszcze do nie tak dawna byłam przekonana, że moje życie towarzyskie utkwiło w martwym miejscu. Okropne uczucie. A gdy nadarzała się okazja by pójść na spektakl bądź do kina, to się już nawet nie chciało. Właściwie nie chciało się robić nic poza siedzeniem i lampieniem się w telewizor bądź komputer. Ale, ale, zestawienie tego tygodnia:


wtorek --> spotkanie towarzyskie w kawiarni
środa --> noc w klubie rockowym, 3 piwa i 1 wściekły pies
czwartek --> kolacja przy winie wśród znajomych, 3 spektakle w teatrze
piątek --> spotkanie towarzyskie u mnie, kawa i ciasteczka
sobota --> parapetówka u znajomych, oblewanie nowego mieszkania


No cóż, ostatnio na wykładzie przedstawiono nam młodopolską teorię filozoficzną ziązaną z kryzysem nauki "nie ma prawdy ostatecznej, bowiem prawda jest względna". Ja odkryłam to 2 lata temu i można przyznać, że jestem wyznawczynią tego poglądu do dziś. Bo twierdzenia zaskakująco szybko się zmieniają, gdzie przykładem jest moja ostatnia opinia o beznadziejnym życiu towarzyskim. A tak wracając do wykładów na uczelni; dowiedziałam się też, że w średniowieczu w biedniejszych rodzinach kobiety czasami kąpały się pierwszy raz w momencie wyjścia za mąż? o_O Po prostu straszne. Dobrze, że chociaż szlachta kąpała się 1 na miesiąc... I na koniec parę zdjęć mojej kumpeli :) Tym razem zachody słońca :)
















Takie spokojne niedziele to ja lubie

Link 09.12.2007 :: 20:17 Komentuj (3)
Właśnie czytam artykuł na Proroku, pijąc spokojnie swoją ulubioną kawę, słuchając Dżemu i mając na sobie włochate skarpetki w czerwono-białe prążki. I dzięki Bogu, że ten tydzień tak się skończył, bo mogłam strawić kolejne dni na leżenie w łóżku i smarkanie w chusteczki z powodu przeziębienia. No tak, jak było się w Molotovie (klubie rockowym) i wyszło na dwór by się przewietrzyć, będąc jedynie w krótkim rękawku (głupi to był pomysł), to nic dziwnego. No ale dzięki temu wypadowi, chyba jednemu z lepszych, w czwartek ja i moja współlokatorka jesteśmy zaproszone przez naszych nowych znajomych do akademika na imprezę przy gitarach, no i dzięki temu już w ten wtorek, odgrzewam moją dawną znajomość z kumpelą M., co się zapowiada całkiem miło, bo idziemy do naszej ulubionej kawiarni na starówce. Myślę, że wart tego był nawet poimprezowy skutek uboczny jakim jest kac.


A wracając do artykułu na Proroku, czytam, że "Dumbledore był gejem". No błagam, litości... Świat już zwariował a ja o mało co się nie zadławiłam ciasteczkiem do kawy. A nawet jeśli weźmiemy poprawkę na kaczki prasowe, to jednak nie można nie brać pod uwagę, że ogłoszenie to wypadło z ust samej autorki, Joanne Rowling. Ogólnie wolałabym nigdy nie dowiedzieć się o tym orientacyjnym pomyśle, bo moja wizja tej postaci była zawsze taka, że Dumbl był jednym z tych genialnie inteligentnych ludzi, którzy spędzają życie na swoim powołaniu i obowiązkach. A tak moja ulubiona postać została sprowadzona do piedestału geja. Z drugiej strony, co na papierze to na papierze i jakieś ogłoszenie Rowling nie powinno mnie obchodzić, skoro tego w książce nie ma. A dodając, że jestem osobą tolerancyjną i pozbawiona uprzedzeń, to powinno mnie obchodzić jeszcze mniej. Ale mimo wszystko Rowling narobiła zamieszania. Może to marketing?


Na koniec tej długiej notki, mała niespodzianka :) Parę zdjęć mojej kumpeli Justynki. Jeśli macie do niej jakieś pytania to piszcie pod adres aloezja18@op.pl














Duch świąt Bożego Narodzenia - gone...

Link 08.12.2007 :: 17:20 Komentuj (2)
Niedługo święta. Moje próby (ostatnio całkiem znakomite) dążenia do idealnej sylwetki znowu zostaną zbeszczeszczone. Ale w sumie nasuwają się o wiele większe problemy, niż tłuszczyk na biodrach. Jak tak pomyślę o świętach, dochodzę do wniosku, że tak naprawdę nie czuję już ducha świąt. Może to powód tego, że w supermarketach Boże Narodzenie zaczyna się już na początku listopada, a może sesji, która zbliża się wielkimi krokami, gdy ja wciąż jeszcze nie zaczęłam się uczyć, a może po prostu zgubiłam się gdzieś w zgiełku obowiązków, zakupów i świątecznych porządków, zapominając, że równie ważne jest pójście na kulig, łyżwy czy po prostu ulepienie bałwana z oczami z węgielków...? Myślę po prostu, że stałam się jednym z tych strasznie nieuleczalnie dorosłych ludzi, którzy nie potrafią już patrzeć oczami dziecka i widzieć piękna, ustrojonej w świecidełka, choinki.

Na dobry poczatek :)

Link 02.12.2007 :: 05:43 Komentuj (3)
Jest już chyba o wiele za późno na pójście spać ale nic na to nie poradzę. Moja natura znowu się odezwała (natura maniaka komputerowego, który nie spocznie, póki nie skończy projektu). Chyba nie muszę tłumaczyć, że właśnie skończyłam swój blog. Trochę się martwię tylko by nie posądzono mnie o jakiś dziwny plagiat w tym względzie, gdyż jestem beztaleńciem jeśli chodzi o wyobraźnie - musiałam znaleźć stronę, która stałaby się dla mnie jakimś wzorcem. Znalałam kilka i dzięki nim widzicie, co widzicie. Kod powstał od pdstaw, ząlżka takiego jak zwykle, czyli "nowy" w zajączku.exe, ale nigdy nic nie wiadomo. Zdjęcie skądś wzięte, nie mam pojęcia skąd, i przerobione chyba bardzo dobrze bo po całej lewej stronie były jakieś dziwne kwiatki. Cóż, pozostaje mi tylko życzyć sobie, by to miejsce stało się moim wytęsknionym kątem "wszelakich myśli nieuczesanych i uczuć niewypowiedzianych" ;)



Księga

Jesli jesteś moim znajomym, kolegą bądź przyjacielem zostaw po sobie ślad. Jeśli nie jesteś moim znajomym, kolegą, ani tym bardziej przyjacielem, lecz przypadkowym wędrowcą tym bardziej wpisz się do [Księga gości] :)

In the past

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień


Sznurki

:: Fotolog by Marek Ogień :: Fotolog by Kamil Śliwka :: Blog Bliskoznaczna ::
:: Milion zielonych zabawek :: Prorok :: Filmweb :: Coma ::

Stuff

Święta
HP VII
statystyka

Layout

Wykonany przez , z użyczeniem tła Clothes. Dodatki z Inventive.